Maratony MTB Świętokrzyska Liga Rowerowa

Metrobikes.pl Mtbcross Maraton – Ciekoty i Kielce Bike Expo

Przed Wami relację naszych trzech muszkieterów z ostatnich maratonów, w których brali udział.

Marcin

Ciekoty:

Świetna trasa rozpoczynająca się stromym i długim wjazdem już na początku podzieliła zawodników na tych, co mogą i na tych co nie mogą. Następnie baardzo szybki zjazd z Radostowej i kolejna górka. Później Ameliówka – kolejna separacja na grupki “wydajnościowe”.

Dużo górek, dużo zakrętów, fajne zjazdy, rzeka, błoto, koleżanka przede mną, dzięki której aż chciało się jechać :). To mój ulubiony odcinek – zdecydowanie.

Cała zabawa w towarzystwie najlepszej trójki ze Stowarzyszenia: Łukasz “Dzik” Dziadek, Łukasz “Kto to jest ten Błaszczyk?” Koksu i Wojciech “Prawo i Porządek” Ptasiński.

BikeExpo:

Duża impreza – ludzi, rowerów, hałasu – mnóstwo.
Na początek szybki rekonesans po halach targowych i fota z Jolandą 😉
Później start z 3 sektora i na długiej prostej za mało w blacie – 1 sztuka to nie na takie odcinki.
Rozjazd na Mega/Giga – i brak w nogach – 0 treningów to za mało.
Gdzieś między drzewami żel i jakoś dało radę się rozpędzić i kilka miejsc przesunąć do przodu.
Następnie świetny odcinek techniczny, górki, dołki, drzewa – świetna trasa.
Po przejechaniu pod mostkiem na Krakowskiej już zapaliła mi się rezerwa i jakoś doczłapałem do końca. Ostatnia walka tuż przed metą i jakiś tam wynik jest”
Całość znów w najlepszej grupie: Łukasz “Dzikszy Dzik”, Łukasz “Szelma” Koksu, Wojciech “Chłopak w rajtuzach”.
😀

Łukasz

Cieszmy się Maratonami bo tak szybko się kończą!

Sezon Ślr powoli dojeżdża do końca, pozostały dwie rundy – kraińska Żółkiew i Finał w Pińczowie.

Ale po kolei…

Ciekoty:

Ciekoty miały być ciężkie i takie były, przynajmniej pierwsze 15 km. Mega!!!

Zaczęło się od telefonu Marcina i pytania: “Gdzie jesteś? Bo my już na miejscu”. To mnie zmobilizowało do wstania z łóżka i szybkiego przyjazdu. Na szczęście było blisko!

Jak zwykle przed startem kupa śmiechu, bo ekipa zacna, kilka fotek oraz niezawodna FotoirmaS która przyłapała mnie z kanapką, na szczęście zdążyłem wciągnąć brzuch.

Start i się zaczęło, spokojnie, pierwszy podjazd, pierwszy korek, nadal nie rozumiem niektórych ludzi,  którzy zaczynają wprowadzać rower pod górę, a nie chcą zrobić miejsca tym którzy dają radę wjechać, ale jak się to mówi… życie.

Na szczęście potem już było mniej tłoczno. Radostowa trochę rozciągnęła towarzystwo. Goniłem Marcina, niestety nieskutecznie, więc dalej swoim tempem powoli do przodu, jakoś mi to szło mozolnie tego dnia. Po 30 km kryzys, skurcz, magnez i jazda dalej. Morale podniosła mi Nasza cudowna grupa Fanów ze Stowarzyszenia Rowerowe Świętokrzyskie przyczajona w lesie która swym głośnym dopingiem dała czadu. DZIĘKUJĘ. Na Mecie tylko się nie przewrócić.

I tak minęły Ciekoty…

Ps. Zapomniał bym dodać że w loterii wygrałem damskie majtki i cudowny dzwoneczek wiatrakowy na kierownicę ;).

Kielce Bike Expo:

Impreza duża, konkurencja też, więc na luzie, poza tym nasze górki, na których się często trenuje a efektów brak ;).

Tym razem Sobota, ja po nocnej zmianie w pracy, więc snu mało, ale to mi nie przeszkadzało za bardzo. Sektor trzeci, start i znowu pierwsza górka i pierwszy korek.. skąd ja to znam… z buta na górę. Na tym maratonie wiedziałem że będzie fajna trasa i taka była, chyba najfajniejsza jak dla mnie. Tempo moje dobre, jak na mnie, co najważniejsze równe przez cały czas, nawet te miejsca gdzie było dużo błota powoli i mozolnie przejechane, zero kryzysu, dużo błota, fajne podjazdy i zjazdy. Tak. To lubię. Przyjemność z jazdy bardzo duża i o to chodzi.

Trochę nie rozumiem ludzi którzy ponoć się zgubili, bo moim zdaniem trasa super oznaczona, chyba nawet najlepiej w tym sezonie.

Jak zwykle dziękuje ekipie;

Marcin: który mnie ciągle goni.

Wojtek: sprzedam rower.

Koksu:  szybko zjeżdżam.

Widzimy się na Ukrainie.

 

Koksu Blacha

Kielce Bike Expo:

Od kilku dni pogoda nie rozpieszczała. Ciągłe opady i duże zachmurzenie powodowały w głowie mętlik. Jechać w Sobotę na maraton czy dać sobie spokój. Dochodziły do tego jeszcze obawy o sprzęt, a tak naprawdę aspekty finansowe, które po maratonie w Bodzentynie dały się mocno odczuć. Ale nastała Sobota i to coś wewnątrz mojej głowy nie pozwoliło odpuścić, to nie było już jechać czy nie jechać tylko głośne “JECHAĆ”😂. Po prostu maratony tak mocno uzależniają że nie jest się w stanie odpuścić😉.
Kiedy pojawiłem się na kieleckich targach i zobaczyłem cała oprawę maratonu oraz tłumy zawodników na markowych rowerach trochę mi kopara opadła i narodziło się pytanie co ja tu robię😬. Ale nie x-teery napędzają rowery i z tym mottem stanęliśmy na starcie. Reprezentantów Stowarzyszenia było tylko czterech, tych najbardziej wytrwałych i zagorzałych fanów mtb, ale naprawdę przez duże “M”. Wojtek, Marcin i Łukasz D oraz ja (Koksik).
Co do trasy to była świetnie przygotowana i prowadziła przez najfajniejsze i nie kiedy nawet nam miejscowym nie znane zakątki lasów białogońskich oraz posłowickich wraz z Pierścienicą. Gdyby nie błoto oraz momentami podmokły teren uznał bym tą trasę jako jedną z najfajniejszych w dotychczasowych cyklach ŚLR. A co do wyników to uważam, że nie było źle jak na taka liczbę uczestników 😉.

Pozdrawiam – KoksuBlacha